środa, 1 kwietnia 2015

Rozdział II

Świeciło słońce, jak każdego południa w te wakacje. Roześmiana zbiegłam z wysokiego wzgórza, ale skąd wzięło się wzgórze? Zaczęłam się zastanawiać, biegnąc dalej, aż zorientowałam się, że goni mnie Seba.
-Nie dogonisz mnie! - krzyknęłam, nie wiedząc, że to zrobię. Biegłam przez następne 10 sekund kiedy Sebo mnie złapał i objął od tyłu
-Pewnie Cię nie złapie -powiedział z satysfakcja. -usiedliśmy obok siebie, trzymając się za racę, a ja byłam uśmiechnięta, szczęśliwa jak nigdy dotąd. Zauważyłam, że Sebastiana twarz jest co raz bliżej mojej, a ja pewnie chciałam odwzajemnić pocałunek..

Zerwałam się nagle z łóżka, głośno dysząc, zerknęłam na zegarek, był środek nocy, oparłam się o ścianę i złapałam za głowę. Nie rozumiem z tego zupełnie nic, dlaczego w tym śnie rolę główną odgrywał mój przyjaciel ? Przecież nic do niego nie czułam, przecież nigdy nie chciałam z nim być i bardzo skutecznie mu to okazywałam,
Zdaje sobie sprawę, że nie powiedziałam wam jeszcze jednej rzeczy. Domyślałam się, że Seba darzy mnie uczuciem, że chciałby czegoś więcej niż tylko przyjaźni, z początku się domyślałam, a wiedziałam w stu procentach kiedy poinformował mnie o tym pewnego dnia Patryk.
-Doskonale to widzisz, widzisz, że Cię kocha. -poirytowałam się na jego słowa, widziałam, ale nie chciałam by ktokolwiek inny widział
-Nie, nie widzę, nie obchodzi mnie, nie będę z nim - odpowiedziałam szorstko i zdecydowanie, zawsze tak robiłam. Tylko teraz, kiedy minęło już tyle czasu, zaczęłam się zastanawiać co kierowało moimi słowami
-To mu to powiedz, jasno, daj mu do zrozumienia, że nic między wami nie będzie -drążył temat, poziom mojej złości wzrastał. Patryk nie mógł skończyć, wolał mnie dręczyć.
-Mówiłam nie raz! I koniec tego! Doskonale wie co o tym myślę! -czemu byłam aż tak zła na każdą wzmiankę o tym?
-No to powiedz mu jeszcze ra...
-Nie! -przerwałam Patrykowi - Sam mu powiedz! Czy ja się wtrącam w Twój związek?!
-Tak... -odpowiedział pewnie, ale również trochę zmieszany
-No i dobrze, ja mogę.

Później często powtarzały się tego typu rozmowy, zawsze kończyły i zaczynały się tak samo. Patryk nie miał sił na dalszą rozmowę, a ja odchodziłam zdenerwowana. Nienawidziłam..Tak to dobre słowo, zdecydowanie nienawidziłam tych rozmów, nie chciałam o tym myśleć, wolałam zapominać i przekonywać się, że to tylko przyjaźń, a mu w końcu przejdzie, bo znajdzie dziewczynę, którą warto będzie kochać, a ja na pewno nie byłam dziewczyną, którą warto było kochać.

Myślałam o tym wszystkim, będąc dalej opartą o ścianę o godzinie trzeciej w nocy. Skąd moja podświadomość bierze takie sny ? Między mną a Sebastianem nigdy nic nie będzie. Zasnęłam ponownie z takim przekonaniem.

Kiedy obudziłam się około godziny dwunastej starałam się nie myśleć o swoim śnie, wymazałam go z pamięci. Sięgnęłam po telefon i napisałam do Lucy
-"Idziesz na kawę do mnie?"
-"Już wychodzę" -odpowiedź była automatyczna i siostra chyba jeszcze nigdy nie odmówiła mojej kawy, więc pytanie było retoryczne. Z racji tego, że L miała dwie minuty drogi do mnie z domu to już wstawiłam wodę na kawę.

Tak jak mówiłam, nie musiałam długo na nią czekać, bo zaraz stała w progu moich drzwi, śmiejąc się z czegoś, co oczywiście w rzeczywistości nie miało żadnego sensu.
Usiadła wzięła łyka kawy i spoważniała, co nie umknęło mojej uwadze
-Co jest ? - zapytałam zainteresowana
-Pokłóciłam się z Patrykiem -odpowiedziała mi smutno
-Co znowu ? - muszę powiedzieć , że często mieli jakieś sprzeczki, ale zazwyczaj nie było to nic wielkiego i dało się ich szybko pogodzić. Teoretycznie i praktycznie byli idealną parą, pasowali do siebie jak dwie krople wody i ich kłótnie wiele dla mnie nie znaczyły, bo wtedy zakładałam , że będą razem do końca życia, bo żadne z nich nigdy nie znajdzie kogoś lepszego niż oni sami, kogoś kto by bardziej do nich pasował, dopełniali się, myśleli tak samo, mówili tak samo, kochali się ponad wszystko i mimo tego, że ja i Seba ciągle się z nich śmieliśmy to oni nie zwracali na to uwagi, znosili to z podniesionymi głowami, ponieważ się kochali, ponieważ znaczyli dla siebie wszystko. To było coś.. Coś takiego co każdy chciałby przeżyć, na co każdy czeka, czego każdy szuka, oni to mieli, to było prawdziwe, coś czego im, mogę stwierdzić, zazdrościłam, a zazdrościł nawet każdy przechodzeń.

Tak jak myślałam, kłótnia nie była poważna , a ja wiedziałam, że zaraz ich pogodzę, więc nawet nie zabierałam się za pocieszanie Lucy.
Chwilę po wypiciu kawy zadzwonił domofon, który szybko odebrałam
-Wychodzicie ? -usłyszałam głos Seby, oczywiście już wiedzieli, że ja i L jesteśmy razem, spojrzałam na nią, a ona pokiwała delikatnie głową.
-Schodzimy -odpowiedziałam i odłożyłam domofon.

Kiedy zeszłyśmy odruchowo skręciłyśmy w prawo, wiedząc, że naszych przyjaciół spotkamy na rurkach.
Nie zdążyłyśmy podejść, a już Patryk wstał i zabrał moją siostrę na stronę.

-Uuu będą się całować - powiedziałam śmiejąc się, a Sebastian oczywiście śmiał się wraz ze mną. Nasza ulubiona para nigdy nie całowała się przy nas, w sumie ich rozumiem, bo znając nas komentowalibyśmy to bez przerwy. Tym samym wiedziałam , że już nie będę musiała interweniować i ich godzić, bo właśnie robią to sami.

Spojrzałam na Sebe , który siedział na rurkach i coś mnie zaczęło do niego ciągnąć, nie miałam władzy w swoim ciele, tak bardzo chciałam go przytulić, złapać za rękę, coś zaczęło panować nade mną, więc grzecznie współdziałałam ze swoim ciałem i stanęłam między jego kolanami, przytulając się do niego.
 Żadne z nas nic nie mówiło, zapadła cisza, ale nie była krępująca, była przyjemna.
Chwilę później wracał Patryk z Lucy, mój przyjaciel patrzył na mnie swoim tym wzrokiem, który mówił "znowu to robisz, dajesz mu nadzieje,a później ją zdepczesz, zranisz go, przestań".
Sama doskonale to wiedziałam, ale jak mówiłam, nie panowałam nad sobą, nie wiedziałam co mną kierowało. Po jego spojrzeniu odzyskałam rozum i odsunęłam się od Seby, posmutniał.
Zdezorientowana tym co się dzieje, stwierdziłam, że potrzebuję spaceru, więc ruszyłam przed siebie, Lucy rozumiejąc mnie podbiegła do mnie i szła obok mnie, przez moment nic nie mówiąc, chłopcy nas nie zostawili, nigdy tego nie robili, ale wiedząc, że potrzebujemy chwili prywatności, ruszyli kilka metrów za nami.