Dni mijały, pierwszy, drugi, trzeci, czwarty...dziesiąty, trzynasty, szesnasty, dziewiętnasty, dwudziesty pierwszy, dwudziesty szósty, trzydziesty...
Tak minął sierpień, czy działo się coś wyjątkowego? Nic a nic, dla nas każdy dzień był taki sam jak poprzedni. Budziliśmy się o poranku, o trzynastej, spotykaliśmy się, robiliśmy coś, co było narzucone przez pogodę, wracaliśmy do domu, skype, podrzucaliśmy Sebie filmiki, śmialiśmy się i mijało pół nocy, Seba szedł spać, bo rano do pracy, zostawaliśmy we trójkę, wybijała czwarta, czasem piąta i szliśmy spać. Kolejny dzień.
Raz, pamiętam. Pojechaliśmy na plażę, ja, Patryk i siostra naszego znajomego, którą mieliśmy się zaopiekować. Miałam wtedy nowy telefon. No i jak to każda dziewczyna szybko wypaliłam
-Zrobi mi ktoś zdjęcie? - odwróciłam się z telefonem w ręku, z uśmiechem na twarzy do towarzyszy.
-Daj ja Ci zrobię - szybko odpowiedział Patryk, wyciągnęłam rękę, zaświeciła mi się lampka i zabrałam telefon.
-Nie, Ty nie, Ty opuścisz telefon, a on jest nowy - prawie krzyknęłam.
Zmarszczył tylko swoje brwi, spojrzał na mnie przenikliwie, znów wyciągnął rękę i odpowiedział poirytowany:
-Daj, nie opuszczę - zaufałam, podałam mu telefon, a on od razu po tych swoich słowach „daj, nie opuszczę”, podrzucił telefon na lewej ręce, prawej, znów lewej, próbował złapać i bum, moja komórka spotkała się z asfaltem.
Zajebiście -pomyślałam. Patryk szybko go podniósł i na szczęście nic się nie stało, ale to On tylko i wyłącznie On jest zdolny do takich rzeczy, musiał go opuścić, bo inaczej nie byłby sobą.
No nic. Było minęło.
O, albo sytuacja chwile wcześniej. Nie uśmiejecie się z tego tak jak my wtedy, bo musielibyście to słyszeć, więc po prostu, zwyczajnie, zanudzę was w tej chwili historią typu „do dziś śmiejemy się z tego do rozpuku”.
Wyszliśmy z plaży i ta siostra znajomego, pobiegła przed nami, rzecz jasna obraziła się na nas, bo za wcześnie wyszliśmy z plaży. Wystrzeliła jak strzała przed siebie, a tam była tak cholernie ruchliwa ulica, gdyby jej się coś stało byłoby na mnie.
I wtedy Patryk krzyknął:
-Patrycja, gnoju jeden, chodź tutaj! - ale powiedział to takim głosem, że natychmiastowo wybuchłam śmiechem, a ona pobiegła jeszcze szybciej, tyle dobrego, że nic się jej nie stało.
No nic. Było minęło.
I tak jak mówiłam, rozpoczął się wrzesień, który ciągnął się niemiłosiernie do tego trzynastego. Wtedy wracał Sebastian. Zaszyłam się wtedy w domu i powoli rozpoczęłam odliczanie. Niedobrze pomyślałam, miałam zapomnieć o uczuciach do niego. Nie wrócą, te uczucia nie wrócą. Ale tęskniłam co raz bardziej tęskniłam.
13 wrzesień, wracałam ze szkoły i zobaczyłam Patryka.
-Gdzie idziesz? -odwrócił się, zobaczył mnie i odpowiedział
-Po Sebastiana na dworzec! -od razu stwierdziłam, że też jadę
-Jadę z Tobą, zaniosę plecak, czekaj!
Tak też zrobiliśmy, zaniosłam plecak i pojechaliśmy razem.
Szliśmy już przez most na dworcu i wtedy go zobaczyłam, stał na dole, uśmiechał się, zauważył nas. Bardzo szybko zbiegłam na dół z wyciągniętymi rękoma, on też już czekał na mnie, dosłownie wpadłam mu w ramiona i utonęłam w nich. I wtedy gdy miałam zapomnieć o uczuciach, one się nasiliły, dosłownie w jedną sekundę zrozumiałam, że jestem w nim nieodwołalnie i nieodwracalnie zakochana.
13.09.2013 roku wiedziałam, że jestem zakochana w Sebastianie na zabój.
Miało być jak w bajce, wystarczyło mu tylko to powiedzieć.
Niestety, bajka księżniczki zmieniły się istny horror.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz