czwartek, 29 października 2015

Rozdział V

Wyjechali. 
Zostawili mnie.
Opuścili.
Porzucili.
Wyjechali.
Przyszedł kolejny dzień, zastanawiałam się jak bardzo będzie się różnił od tych, które spędziłam z nimi, co się zmieni, co ulegnie zmianie, co zrobię a czego nie zrobię, co będzie inne. Leżałam w łóżku i rozmyślałam, w końcu postanowiłam otworzyć oczy i sprawdzić, dać sobie odpowiedź na te pytania. Spojrzałam w okno, pogoda dalej taka sama, poszłam do łazienki, jak każdego poranka, zajrzałam do lodówki, dalej było w niej to samo co wczoraj, nic z niej nie wzięłam, jak zwykle, usiadłam przed telewizor, nie leciało nic ciekawego, jak codziennie o tej porze, napisał Patryk z pytaniem czy wyjdę na osiedle, odpowiedziałam, że tak tylko doprowadzę się do porządku, tak jak zawsze mówię, poszłam pod prysznic,tak jak za każdym razem przed wyjściem, pomalowałam się, takim samym makijażem jak zawsze, nałożyłam buty, te same, które wczoraj miałam na nogach, zeszłam na dół, gdzie czekał na mnie Patryk, w tym samym miejscu co z reguły, uśmiechnął się na mój widok i przytulił mnie, tak jak stale to robił, ruszyliśmy na spacer, jak każdorazowo, obraliśmy sobie za cel tę samą drogę , którą chodzimy notorycznie, a więc co się zmieniło? Co uległo zmianie? Czym ten dzień różnił się od pozostałych? Czy wszystko co zrobimy będzie takie samo, czy wszystko to co JA zrobię będzie takie samo, czy będzie coś czego nie zrobimy, czy będzie coś czego JA nie zrobię, czy coś będzie inne? Tego nie wiedziałam, nie miałam zielonego pojęcia jak odpowiedzieć na te pytania. Jednak tak być nie mogło. Musiałam dowiedzieć się co jest nie tak jak być powinno, musiałam wiedzieć, musiałam poznać odpowiedzi, dla samej siebie, to obrałam sobie za cel. 

Nie robiliśmy z Patrykiem nic konkretnego, dzień mijał tak jak zwykle, On cały czas się ze mną droczył, a ja za to go cały czas gryzłam, przecież mówię codzienność. Później wzięliśmy rowery, które może nie działały zbyt sprawnie, ale miały nas dowieźć tylko nad wodę, spełniły swoją powinność. Spędziliśmy większość dnia pływając, po czym wróciliśmy na osiedle, gdzie jak zawsze nie działo się nic a nic ciekawego. Ktoś rzucił nam głupi pomysł żeby pójść na piechotę w tą i z powrotem pod galerie, która była umiejscowiona na drugim końcu naszego miasta. My, jako ludzie nie najmądrzejsi , uznaliśmy to za doskonały pomysł więc tak też zrobiliśmy. Nie wzięliśmy ze sobą nic i poszliśmy. Byliśmy młodzi więc droga nie sprawiła nam większych problemów, zadowoleni szliśmy, opowiadając sobie różne sytuacje, które doprowadzały nas do śmiechu, jak na przykład to, że Patryk miał skłonność do wchodzenia w psie odchody, robił to non stop! Aż zaczął nam się z tym kojarzyć. Po drodze kręciliśmy też filmiki jak odbywa się nasza podróż, ale także po to by udowodnić jednemu z naszych kolegów, że naprawdę dojdziemy na piechotę w tą i z powrotem. Filmiki jak się domyślacie nie były zbyt normalne, ale to chyba kwestia przyzwyczajenia do naszych charakterów, Doszliśmy pod galerie, niby szczęśliwi, ale już wtedy ogarnęła nas fala wielkiego pragnienia, a przypominam, my kretyni, nie wzięliśmy ze sobą nic, ani jednego złamanego grosza więc mogliśmy się napić dopiero po powrocie do domu. Droga powrotna już nie była taka zabawna, bo praktycznie nie mówiliśmy o niczym innym jak o tym jak bardzo chce nam się pić i czego teraz z chęcią byśmy się napili. Na nasze szczęście, oczywiście każdy billboard zaczął przedstawiać reklamy napojów czy słynnego mcflurry z mcdonalda. Katowaliśmy się tą podróżą, ale nie mieliśmy zamiaru ustąpić i wsiąść w autobus. Kiedy udało się nam dotrzeć na nasze nagle tak wspaniałe osiedle, moja mama powiedziała, iż zanim wejdę do domu muszę wyprowadzić psa, oczywiście nie mogłam się posiąść ze szczęścia! Patryk rzecz jasna mógł iść do domu, ale jak już wspominałam jest moim przyjacielem i nie śmiał mnie opuścić, dzięki Bogu, mama postanowiła dać mi pieniądze, dlatego mogliśmy pójść do sklepu po tak upragniony napój.Tak też zrobiliśmy, wręcz wbiegłam do sklepu kupiłam pepsi w puszce, wyszłam otworzyłam ją i wzięłam łyka, nie ukoiło to mojego pragnienia, prawie pełną puszkę wziął ode mnie Patryk, a ja odczepiałam psa spod sklepu, kiedy się odwróciłam picia już nie było, a mój szczęśliwy przyjaciel gniótł w rękach pustą puszkę, myślałam , że go zamorduje, wydarłam się na niego, ale nie przywróciło mi to picia, cieszyłam się tym jednym łykiem.

Chwile po całym zdarzeniu, mniej więcej tak 15 minut później, jak już byłam w domu z piciem pod ręką, cała ta sytuacja wydawała mi się śmieszna. O czym też poinformowałam Patryka.

Ale co się zmieniło? Dalej nie wiedziałam.

Późnym wieczorem włączyłam skype, gdzie stworzyliśmy konwersacje, złożoną z osób mi najbliższych, a mianowicie mną, Patrykiem, Lucy i Sebą. Rozmowy jak zwykle nie były o niczym konkretnym, mówiliśmy jak minął nam dzień i wtedy przypomniałam sobie o filmikach, które mam na telefonie, szybko wysłałam je reszcie, pośmieliśmy się z debilizmu mojego i Patryka. Tego wieczora Seba wpadł na pomysł, żebyśmy ciągle nagrywali takie filmiki, a wieczorem mu wysyłali, żeby czuł się jakby cały czas był w Polsce, żeby nic go nie ominęło, zgodziliśmy się.
Byłam zmęczona więc się położyłam i moje myśli znalazły odpowiedź na pytania.
Nie było tak samo, mimo pozorów, mimo tych samych czynności nie było tak samo, coś uległo zmianie, dni się różniły. Obok mnie nie było Lucy, która pomogłaby mi odwdzięczyć się na Patryku za to, że się ze mną droczy, nie było jej więc całą swoją uwagę skupił na mnie, nie dawał chwili spokoju, a jego złośliwe komentarze zaczynały mnie denerwować, tak mówi je z przerwami raz do mnie raz do L. Nie było ich więc umknął nam czas, w którym zastanawiamy się jak się udać nad wodę, bo nie mamy czterech rowerów. Nie było mojej siostry więc, musiałam cały czas pływać, nie mogłam się przez chwile z nią poopalać, a w tym samym czasie Seba zająłby się Patrykiem. Nie było Sebastiana więc podczas drogi do galerii, musiałam sama dogryzać Patrykowi, tak on by mi pomógł, co na pewno byłoby zabawniejsze, nie było go dlatego nie miałam tego picia, tak Seba by dopilnował, żeby mi coś zostało, a Patryk nie wypił całego. Po prostu ich nie było. Może wszystko na pozór wydawało się takie samo, ale zabrakło ich obok. Uległa zmianie świadomość, myśli, w których cały czas było to, iż daleko ode mnie są osoby tak bardzo mi bliskie. Różniły się uczucia, tęskniłam, normalnie nie miałam za kim.
Zmieniło się wszystko. Przez najbliższy czas nic nie miało być takie jak było wcześniej.
Wyjechali.
Zostawili nas.
Opuścili.
Wyjechali.

piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział IV

Patrzył na mnie pytająco, czekał aż mu wytłumaczę swoje łzy, ale ja nic nie mówiłam, stałam w bezruchu , czekając aż sobie odpuści. Cisza. Dalej przeszywał mnie wzrokiem, aż chciałam go uświadomić, że przeszyć wzrokiem to tylko metafora. Cisza. Opuściłam wzrok, zabrałam rękę, chciałam się odwrócić i pomaszerować do domu, ale nie mam pojęcia jak by zareagował. Cisza. Podniósł rękę do mojej twarzy, przytrzymał ją na mojej brodzie, aż w końcu uniósł moją głowę, zmuszając mnie do spojrzenia mu w oczy. Cisza. Badał mnie, próbował zrozumieć, co dzieje się w środku mnie, zdecydowanie bał się odezwać. Cisza. Czekał na pierwszy krok, czekał, aż odpowiem mu na pytanie, czekał, aż powiem cokolwiek, jednak ja nie zamierzałam. Cisza. Spróbowałam zabrać wzrok i znów utkwić spojrzenie w swoich butach, lecz skutecznie mnie przed tym hamował. Cisza. Po raz kolejny rozmyślałam nad ucieczką, czyli chciałam zrobić to co zawsze robię gdy czuję się zagrożona. Cisza. Wytężyłam słuch z nadzieją, że może w tym momencie ktoś mnie szuka i właśnie w tej chwili wykrzykuje moje imię. Cisza. Miałam dość, zaczęło mnie to męczyć, ta sytuacja, czułam się jakbym właśnie przebiegła maraton myśli w swojej głowie. Cisza. Błagam odezwij się, Cisza. Proszę powiedz cokolwiek. Cisza. Możesz nawet zmienić temat. Cisza. Nie musisz zmieniać tematu, ale coś powiedz. Cisza. Nie każ mnie milczeniem. Cisza. No dalej odezwij się. Cisza. Teraz, wypowiedz kilka słów. Cisza. Błagam Cię. Cisza. Proszę, Cisza. Pozwalasz mi wariować. Cisza. Halo! Cisza. Dobra ze sekundę nie wytrzy..

-Dlaczego płaczesz? - w tym momencie w duszy odetchnęłam, jednak nie na długo ponieważ nie chciałam odpowiadać na to pytanie, nie chciałam czuć się zmuszona by na nie odpowiedzieć , musiałam na szybko wymyślić wymówkę lecz musiała być bardzo dobra by w nią uwierzył, jednak nic nie przychodziło mi do głowy jedyne o czym myślałam to o tym, że przeze mnie znów nadchodzi moment ciszy, przez który chwilę temu sądziłam, że zwariuje, niemniej on mnie od tego uratował. Stop. Amelia o czym Ty myślisz? Szybko wymyśl coś w co uwierzy, szybko by znów nie zapadła ta głucha cisza. No dalej, dalej. Co ja mam powiedzieć? Głupia Ty, dlaczego na nic nie możesz wpaść, no dalej wierze w Ciebie.
 I nic, nagle pustka.
 Dobra powiedz byle co, on to pociągnie, a Ty dopowiesz koniec w między czasie, No dawaj rzuć cokolwiek. Naprawdę? Nawet byle co nie przychodzi mi do głowy ? No dawaj.. 
Ale on ma śliczne oczy, w sumie zupełnie takie jak Lucy tylko, że u niej wyglądają one inaczej. Kurde! Przestań, co Ty masz w głowie dziewczyno, musisz powiedzieć czemu płaczesz.. No dawaj Amelia czemu możesz płakać ? Powiedz coś, już mam to na końcu języka, yyy płacze boo..Boooo .. Czemu ja płacze? 
Kurde ja nie płacze, o tak mu powiedz! 
Nie no za późno w to nie uwierzy, coś innego, szybko! Dawaj! Płacze bo, yy, no kurde. Płacze bo..
-Bo moi rodzice się kłócą. -dobra jak on w to uwierzy, to będę z siebie dumna, ale w sumie czemu ma nie uwierzyć, to mogła być prawda.
-Tylko dlatego płaczesz? Nic więcej się nie dzieje? -zdenerwował mnie, jak to nic więcej? Przecież to jest poważne! Dobra może i nie jest prawdziwe, ale to nie znaczy, że takie sytuacje się nie zdarzały, więc kiedy już coś takiego się działo to to nie było "tylko" albo "nic więcej".
-Tylko dlatego? Dla mnie to nie jest tylko, jeżeli nie wiesz jak to jest to się nie wtrącaj i nie każ mi ze sobą rozmawiać! -przesadziłam, doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale za każdym razem tak było, a ja nie umiałam tego powstrzymać. Za każdym razem całe moje sfrustrowanie wyładowywałam na nim.
-Hej, hej uspokój się. Nie o to mi chodziło, źle mnie zrozumiałaś. Chodziło mi o..-w tym momencie się zatrzymał oraz nie dokończył. Aczkolwiek wtedy ja jakimś sposobem zrozumiałam o co mu chodziło. Chciał wiedzieć czy płacze z jego powodu, czy jest mi źle bo wyjeżdżał, najśmieszniejsze jest to, że trafił w sedno, ale ja nigdy mu o tym nie powiedziałam.
-Skoro sam nie wiesz o co Ci chodzi, nie każ mi się domyślać. Idę już, do domu. -tym razem już nikt mnie nie zatrzymał, a ja spokojnie mogłam trafić do mieszkania. 
Natomiast cały czas miałam w głowie jego wyjazd. Powtórzę się chcę, aby wyjechał, ale miałam nadzieję, ze wtedy uświadomię sobie, że nic dla mnie nie znaczy, nie brałam innej opcji pod uwagę, ale teraz zaczęłam się zastanawiać nad tym co będzie jeżeli dotrze do mnie coś wręcz przeciwnego, co jeżeli dojdzie do mnie.. Nie to a wykonalne, nie może tak się stać, po prostu nie. A co jeżeli..  Dlaczego o tym cały czas myślę, skoro to jest niemożliwe. A może..? No nie, na pewno nie.. 
A co jeżeli go kocham?
Pozwoliłam sobie zasnąć z tą myślą, co oczywiście nie przyniosło do mojej podświadomości dobrych snów. Tylko tyle pamiętam z tej nocy. Nie pamiętam czy długo płakałam oraz czy długo to wszystko zaprzątało mi myśli, nie pamiętam też co mi się śniło, jednak jestem pewna, że te sny nie były takie jakich oczekiwałam.
Obudziłam się o świcie, a dokładniej Lucy mnie obudziła, zmuszając do przyjścia pod jej klatkę, Oczywiście w pierwszej chwili byłam zła, że mnie obudziła, ponieważ uwielbiałam spać. 
Spanie jest czymś tak magicznym, kiedy śpisz, wyłączasz się, nie myślisz o swoich zmartwieniach, nie masz problemów, przez kilka godzin jesteś wolny od wszystkich nieszczęść, które sam na siebie ściągnąłeś. 
Jednak gdybym wtedy nie poszła pod jej klatkę i obudziłabym się kilka godzin później, miałabym wyrzuty sumienia, które trwałyby aż do jej powrotu. Dlatego grzecznie zwlekłam się z łóżka, narzuciłam na siebie coś co miałam pod ręką i ruszyłam pod jej klatkę, gdzie ona już na mnie czekała.
 Zaczęłyśmy rozmowę od wyzywania się, zawsze to robimy, ale jeszcze żadna za to się nie obraziła wiedziałyśmy, że obie żartujemy. Następnie L opowiedziała mi o spotkaniu z Patrykiem, gdzie udawała, że się trzyma, że wszystko z nią w porządku oraz, że przyzwyczaiła się do tego, że musi wyjeżdżać, a gdy tylko poszedł od niej to się poryczała.
 Doskonale ją rozumiem, jest moją siostrą więc tą cudowną cechę ukrywania przed światem tego co czujemy posiadamy obie. Wprawdzie ja nie wspomniałam jej o moich rozmyśleniach dotyczących Seby, sama musiałam się z nimi uporać, sama musiałam z nimi walczyć, co nie oznacza, że ona o nich nie wiedziała, może nie wiedziała w stu procentach jakie są moje uczucia, ale domyślała się, nie wspominała nic o tym, bo wiedziała, że jeżeli ja nic jej o tym nie powiedziałam, to mam powód by trzymać to w sobie. 
Dlatego byłyśmy siostrami, wiedziałyśmy kiedy drążyć temat a kiedy się przymknąć. Porozmawiałyśmy jeszcze chwile po czym Lucy musiała wsiąść do taksówki i pojechać na dworzec, doszedł do niej Seba, z którym również się pożegnałam jednak nie tak uczuciowo jak Lucy żegnała się z Patrykiem. Chciała płakać, jednak dzielnie się powstrzymywała. 
Rodzeństwo wsiadło do taksówki i odjechało.
 Po chwili dostałam wiadomość od L, było to zdjęcie ukazujące to jak moja siostra płacze, nie odpisałam jej na tę wiadomość. zablokowałam telefon, i z uniesioną głową ruszyłam obok Patryka w stronę domu, ze łzami w oczach.

środa, 15 lipca 2015

Rozdział III

Zaczynało się ściemniać , a księżyc powoli stawał się widoczny , co w środku lata oznaczało , że robi się naprawdę późno. 
Siedziałam na samy środku zielonego pola , które znajdowało się w pobliżu mojego domu , kolana miałam podciągnięte do ciała, tak, że skutecznie zakrywałam swoje centrum w ciele. Kiedyś jakimś sposobem , w chwili obecnej sama nie do końca pamiętam jakim dowiedziałam się, że sposób siedzenia, w którym chwilowo się znajdowałam oznaczał, że człowiekowi jest źle i nie chce by go zraniono.
Słuchawki zagłuszały moje myśli, ale coś skutecznie próbowało się przez nie przedostać.
-Amelia! -usłyszałam swoje imię  już po raz któryś raz z rzędu , jednak miałam nadzieję, że sobie odpuści. 
Nadzieja matką głupich...Ale każdą matkę trzeba szanować.
Zobaczyłam przed sobą jego spiętą sylwetkę , spojrzałam w górę, jego twarz również wyrażała złość, wymachiwał rękoma i wykrzykiwał swój monolog, z którego nie usłyszałam ani słowa. 
Powoli wyjęłam słuchawki z uszu , ponownie spojrzałam na stojącą przede mną postać.
-Nic nie słyszałam -rzuciłam szybko
Przez chwile myślałam, że wybuchnie, ale wypuścił nagromadzone powietrze i usiadł obok mnie. 
-Co z Tobą ? -zapytał z troskliwością w oczach, którą rzadko ktokolwiek dostrzegał 
-Nie mam zielonego pojęcia. Sądziłam, że Ty mi powiesz -powiedziałam lekko smutno, bo również rzadko pokazywałam, że jestem smutna, chyba, że przed nim, przed nim nawet kiedy chciałam nie potrafiłam nic ukryć.
-Oj Amelia co ja mam z Tobą zrobić? -zapytał kojąco przytulając mnie lekko do siebie 
-Patryk ?
-Hmm?
-Wiesz, że za nic w świecie nie przeżyłabym bez Ciebie ?-wolałam żeby wiedział ile dla mnie znaczy ponieważ nie zawsze to ukazywałam.
-Wiem-objął mnie mocniej.


Po tym jak jak poszliśmy na spacer powiedziałam pozostałej trójce, że wracam do mieszkania jednak moje nogi przyniosły mnie tutaj, na pole ze łzami w oczach, Domyślam się, że mój płacz wywodził się z bezradności uczuć. Patryk szukał mnie, kiedy zorientował się, że nie może mnie zastać w domu "lekko" się zdenerwował, gdyż nie miał pojęcia co ze mną się dzieje i czy wszystko w porządku. Dlatego krzyczał gdy znalazł mnie na polu.


Siedzieliśmy z Patrykiem wspólnie, aż w końcu przestał mnie pocieszać, za to ja zaczęłam jego...
Szlochał cicho, ale udawał, że to nic takiego.
-Przestań, poradzisz sobie, wierzę w Ciebie
-Nie rozumiesz , nie potrafię tak, to boli, tak bardzo, ból za każdym razem staje się co raz bardziej nie do wytrzymania 
-Gadanie.. Wiem, że dasz radę, a wiesz czemu? Bo ja zawsze będę tutaj..Przy Tobie, a ona? Ona nie znika, wiesz o tym.
-Tak, Amelia nie znika, ale nie będzie jej tutaj, rozumiesz? No kurwa, nie potrafię tak, nie umiem tak żyć. Nie umiem żyć bez niej! A zresztą TAK SAMO JAK TY! -wykrzyczał przez łzy w moim kierunku niczym oskarżenie, ale miał racje, bez niej coś było nie tak i nie chodzi tu o pustkę czy tęsknotę, owszem tęskniliśmy, ale gdy jej nie było, coś ulegało zmianie jakby niewidzialna więź naszej czwórki zrywała się za każdym razem gdy odchodziła, gdy jej nie było przyjaźniliśmy się, ale relacja stawała się kiepska , staramy się, ale jest ciężko.

Chyba znów zapomniałam o czymś wspomnieć...Lucy nie mieszka w Polsce, wyprowadziła się jakiś czas temu z rodzicami mimo, że nie chciała, przyjeżdża tu gdy tylko może, ale jest to raz na pół roku czy  10 miesięcy i wszystkim jest ciężko, a w szczególności Patrykowi. Jeżeli zastanawiacie się co z Sebą, no to Seba jest pełnoletni i musi skończyć szkołę, dlatego został w Polsce. 

Patryk rozpada się na milion kawałków za każdym razem gdy Lucy pakuje walizki i znów wyjeżdża. Tym razem nic nie uległo zmianie.
-Słuchaj nie siedź tu ze mną!- klepnęłam go w ramię na rozruszanie -Został wam ostatni dzień, idź do niej!
-A Ty?! Nie masz dziś dobrego dnia, nie chcę Cię zostawiać -zawsze, zawsze to samo, ja byłam ważniejsza w jego oczach niż on sam i vice versa, 
-A ja?! Ja mam Ciebie cały czas, więc nie ma tu mnie. Idź do niej , wiesz, że jej w tej chwili jest tak samo ciężko jak Tobie, jak nawet nie bardziej, powinniście być razem i myśleć tylko nawzajem.
-Może i masz rację -objął mnie jeszcze raz, wstał, otrzepał spodnie, machnął ręką i mimowolnie powiedział "trzymaj się Koko" -zaśmiałam się, a on odszedł 
"Koko" -często tak mówił, ale to już dłuższa historia.

A więc Lucy znów wyjeżdżała, znów zostawi mnie samą, znów będę odliczać dni do jej przyjazdu, znów zostanie nam tylko skype i wiadomości na fb... 
L wyjeżdżała i zabierała ze sobą Sebe, miał jechać tam do pracy i wrócić tydzień po rozpoczęciu roku szkolnego.

Wstałam, ponownie założyłam słuchawki, otrzepałam spodnie i ruszyłam w stronę domu.

Szłam myśląc o wyjeździe mojej młodszej siostry. Może dobrze, że jechała? Nie, nie ciesze się z jej wyjazdu ani trochę, jedyny plus to taki, że zabierała Sebe, to oznaczało, że nie będę go widywać, czyli możliwe, że moje uczucia do normy i znów będzie wszystko jak dawniej, a ja odzyskam panowanie nad samą sobą i podczas jego nieobecności zrozumiem "co ze mną jest", bo nie wiem tego ani ja ani Patryk. Wracając nie chcę by ona wyjeżdżała, chcę by on wyjechał, 

Raptownie poczułam jak ktoś chwyta mnie za prawą dłoń i odwraca w swoją stronę , lekko się przestraszyłam, ale zorientowałam się, że przez słuchawki znów nie usłyszałam czyjegoś nawoływania. Podniosłam wzrok i dopiero wtedy poczułam, że mam mokre policzki, podniosłam rękę do twarzy, otarłam ją. Płakałam ?
-Amelia? -zobaczyłam ten ból w oczach, oraz natychmiastowo spinającą się sylwetkę, zapewne reakcja ciała i oczy postaci przede mną była spowodowana przez moje łzy, których nie zdążyłam ukryć.
-Ohh to Ty -powiedziałam lekko zaskoczona. Dziś drugi raz pokazałam komuś swoje uczucia.

środa, 1 kwietnia 2015

Rozdział II

Świeciło słońce, jak każdego południa w te wakacje. Roześmiana zbiegłam z wysokiego wzgórza, ale skąd wzięło się wzgórze? Zaczęłam się zastanawiać, biegnąc dalej, aż zorientowałam się, że goni mnie Seba.
-Nie dogonisz mnie! - krzyknęłam, nie wiedząc, że to zrobię. Biegłam przez następne 10 sekund kiedy Sebo mnie złapał i objął od tyłu
-Pewnie Cię nie złapie -powiedział z satysfakcja. -usiedliśmy obok siebie, trzymając się za racę, a ja byłam uśmiechnięta, szczęśliwa jak nigdy dotąd. Zauważyłam, że Sebastiana twarz jest co raz bliżej mojej, a ja pewnie chciałam odwzajemnić pocałunek..

Zerwałam się nagle z łóżka, głośno dysząc, zerknęłam na zegarek, był środek nocy, oparłam się o ścianę i złapałam za głowę. Nie rozumiem z tego zupełnie nic, dlaczego w tym śnie rolę główną odgrywał mój przyjaciel ? Przecież nic do niego nie czułam, przecież nigdy nie chciałam z nim być i bardzo skutecznie mu to okazywałam,
Zdaje sobie sprawę, że nie powiedziałam wam jeszcze jednej rzeczy. Domyślałam się, że Seba darzy mnie uczuciem, że chciałby czegoś więcej niż tylko przyjaźni, z początku się domyślałam, a wiedziałam w stu procentach kiedy poinformował mnie o tym pewnego dnia Patryk.
-Doskonale to widzisz, widzisz, że Cię kocha. -poirytowałam się na jego słowa, widziałam, ale nie chciałam by ktokolwiek inny widział
-Nie, nie widzę, nie obchodzi mnie, nie będę z nim - odpowiedziałam szorstko i zdecydowanie, zawsze tak robiłam. Tylko teraz, kiedy minęło już tyle czasu, zaczęłam się zastanawiać co kierowało moimi słowami
-To mu to powiedz, jasno, daj mu do zrozumienia, że nic między wami nie będzie -drążył temat, poziom mojej złości wzrastał. Patryk nie mógł skończyć, wolał mnie dręczyć.
-Mówiłam nie raz! I koniec tego! Doskonale wie co o tym myślę! -czemu byłam aż tak zła na każdą wzmiankę o tym?
-No to powiedz mu jeszcze ra...
-Nie! -przerwałam Patrykowi - Sam mu powiedz! Czy ja się wtrącam w Twój związek?!
-Tak... -odpowiedział pewnie, ale również trochę zmieszany
-No i dobrze, ja mogę.

Później często powtarzały się tego typu rozmowy, zawsze kończyły i zaczynały się tak samo. Patryk nie miał sił na dalszą rozmowę, a ja odchodziłam zdenerwowana. Nienawidziłam..Tak to dobre słowo, zdecydowanie nienawidziłam tych rozmów, nie chciałam o tym myśleć, wolałam zapominać i przekonywać się, że to tylko przyjaźń, a mu w końcu przejdzie, bo znajdzie dziewczynę, którą warto będzie kochać, a ja na pewno nie byłam dziewczyną, którą warto było kochać.

Myślałam o tym wszystkim, będąc dalej opartą o ścianę o godzinie trzeciej w nocy. Skąd moja podświadomość bierze takie sny ? Między mną a Sebastianem nigdy nic nie będzie. Zasnęłam ponownie z takim przekonaniem.

Kiedy obudziłam się około godziny dwunastej starałam się nie myśleć o swoim śnie, wymazałam go z pamięci. Sięgnęłam po telefon i napisałam do Lucy
-"Idziesz na kawę do mnie?"
-"Już wychodzę" -odpowiedź była automatyczna i siostra chyba jeszcze nigdy nie odmówiła mojej kawy, więc pytanie było retoryczne. Z racji tego, że L miała dwie minuty drogi do mnie z domu to już wstawiłam wodę na kawę.

Tak jak mówiłam, nie musiałam długo na nią czekać, bo zaraz stała w progu moich drzwi, śmiejąc się z czegoś, co oczywiście w rzeczywistości nie miało żadnego sensu.
Usiadła wzięła łyka kawy i spoważniała, co nie umknęło mojej uwadze
-Co jest ? - zapytałam zainteresowana
-Pokłóciłam się z Patrykiem -odpowiedziała mi smutno
-Co znowu ? - muszę powiedzieć , że często mieli jakieś sprzeczki, ale zazwyczaj nie było to nic wielkiego i dało się ich szybko pogodzić. Teoretycznie i praktycznie byli idealną parą, pasowali do siebie jak dwie krople wody i ich kłótnie wiele dla mnie nie znaczyły, bo wtedy zakładałam , że będą razem do końca życia, bo żadne z nich nigdy nie znajdzie kogoś lepszego niż oni sami, kogoś kto by bardziej do nich pasował, dopełniali się, myśleli tak samo, mówili tak samo, kochali się ponad wszystko i mimo tego, że ja i Seba ciągle się z nich śmieliśmy to oni nie zwracali na to uwagi, znosili to z podniesionymi głowami, ponieważ się kochali, ponieważ znaczyli dla siebie wszystko. To było coś.. Coś takiego co każdy chciałby przeżyć, na co każdy czeka, czego każdy szuka, oni to mieli, to było prawdziwe, coś czego im, mogę stwierdzić, zazdrościłam, a zazdrościł nawet każdy przechodzeń.

Tak jak myślałam, kłótnia nie była poważna , a ja wiedziałam, że zaraz ich pogodzę, więc nawet nie zabierałam się za pocieszanie Lucy.
Chwilę po wypiciu kawy zadzwonił domofon, który szybko odebrałam
-Wychodzicie ? -usłyszałam głos Seby, oczywiście już wiedzieli, że ja i L jesteśmy razem, spojrzałam na nią, a ona pokiwała delikatnie głową.
-Schodzimy -odpowiedziałam i odłożyłam domofon.

Kiedy zeszłyśmy odruchowo skręciłyśmy w prawo, wiedząc, że naszych przyjaciół spotkamy na rurkach.
Nie zdążyłyśmy podejść, a już Patryk wstał i zabrał moją siostrę na stronę.

-Uuu będą się całować - powiedziałam śmiejąc się, a Sebastian oczywiście śmiał się wraz ze mną. Nasza ulubiona para nigdy nie całowała się przy nas, w sumie ich rozumiem, bo znając nas komentowalibyśmy to bez przerwy. Tym samym wiedziałam , że już nie będę musiała interweniować i ich godzić, bo właśnie robią to sami.

Spojrzałam na Sebe , który siedział na rurkach i coś mnie zaczęło do niego ciągnąć, nie miałam władzy w swoim ciele, tak bardzo chciałam go przytulić, złapać za rękę, coś zaczęło panować nade mną, więc grzecznie współdziałałam ze swoim ciałem i stanęłam między jego kolanami, przytulając się do niego.
 Żadne z nas nic nie mówiło, zapadła cisza, ale nie była krępująca, była przyjemna.
Chwilę później wracał Patryk z Lucy, mój przyjaciel patrzył na mnie swoim tym wzrokiem, który mówił "znowu to robisz, dajesz mu nadzieje,a później ją zdepczesz, zranisz go, przestań".
Sama doskonale to wiedziałam, ale jak mówiłam, nie panowałam nad sobą, nie wiedziałam co mną kierowało. Po jego spojrzeniu odzyskałam rozum i odsunęłam się od Seby, posmutniał.
Zdezorientowana tym co się dzieje, stwierdziłam, że potrzebuję spaceru, więc ruszyłam przed siebie, Lucy rozumiejąc mnie podbiegła do mnie i szła obok mnie, przez moment nic nie mówiąc, chłopcy nas nie zostawili, nigdy tego nie robili, ale wiedząc, że potrzebujemy chwili prywatności, ruszyli kilka metrów za nami.

wtorek, 31 marca 2015

Rozdział I

Dzień jak co dzień. Wyszłam na osiedle ponieważ zmusił mnie do tego Patryk z Sebą, ale nie chciało mi się robić nic. Pierwsze co zrobiłam po wyjściu z domu to kupiłam pestki i usiadłam na "rurki" -miejsce gdzie zawsze przesiadujemy. Usiadłam znudzona i zaczęłam słuchać o czym mówi Patryk z Sebą co oczywiście było dla mnie kompletnie bez sensu więc nie rozumiałam po co kazali mi wychodzić z domu, nie miałam ochoty! Zresztą nigdy nie miałam.
-Po co ja wam tutaj do szczęścia ? -zapytałam lekko znudzona
-Bo tak - wiedziałam, że tak odpowie Patryk.
-Nie no serio, bo nie mam pojęcia o czym mówicie, jestem zmęczona, chcę mi się spać, bo przypominam, że rozmawialiśmy na skype do godziny piątej, a obecnie jest godzina jedenasta, a wy zmuszacie mnie do przebywania tutaj.  -spojrzałam na Sebe trochę się zirytował
-Bo Ty nigdy nie masz ochoty na to żeby przebywać z nami -przewróciłam oczami, zawsze to powtarzają, chociaż to nieprawda przynajmniej z mojej perspektywy to tak nie wyglądało
-Gdzie Lucy ? -zmieniłam temat
-W domu - odpowiedzieli równocześnie
-I jej jeszcze z nami nie ma ? -wstałam z rurek i ruszyłam w stronę domu Lucy, a oni poszli za mną.

L jest tak samo leniwa jak ja i nie miała zamiaru podnosić się z łóżka, a jej wymówką by nie wychodzić było to, iż kot na niej leży. Zdenerwowałam się i pomyślałam, że zaraz wejdę na górę i wyciągnę ja za fraki, ale jednak nie musiało dochodzić do rękoczynów, bo w  końcu powiedziała, że już wychodzi.

Jak tylko wyszła moja kochana siostra pociągnęłam ją za rękę i poszłyśmy przodem, gadając o tych głupkach za nami. Widziałam już lekkie zdenerwowanie w oczach Patryka i oddałam mu jego dziewczynę, chyba wcześniej zapomniałam wspomnieć, że są parą. Nie wiem dlaczego, ale mam w swoich genach coś co powoduje, że lubię śmiać się z ludzi, więc przedrzeźnialiśmy z Sebą to co robi Patryk z Lucy i śmieliśmy się bezsensownie, co ich oczywiście denerwowało. Wzięłam Sebastiana za rękę i szliśmy tak przed nimi, kiedy oni nawet nie szli obok siebie.
-Wiesz Lucy, ja i Sebo jesteśmy bardziej romantyczni  niż Ty z Patrykiem, chociaż my nawet nie jesteśmy razem! -wybuchliśmy śmiechem z moim nowym partnerem, co znów poirytowało naszą parę.

Cały dzień polegał na wyśmiewaniu się z nich i na ewentualnym łuszczeniu pestek. Było tak mniej więcej każdego dnia, aż mijał czas do wieczora, czasem Patryk z Sebą kogoś zaczepiali, bo uwielbiali wszczynać awantury bez powodu, przynajmniej miałyśmy z Lucy z czego się pośmiać.

Jak tylko zaczęło się ściemniać usiedliśmy znów na rurkach, co chwile ktoś przychodził, mówił coś i zaraz odchodził, zostawała tylko nasza czwórka.
Patryk siedział z Lucy, obejmował ją, bo zaczynało robić się zimno, a także o czymś zacięcie dyskutowali, wolałam się nie wtrącać więc siedziałam obok Sebastiana i znów śmieliśmy się po cichu z naszej ulubionej pary. Spojrzałam na nich i zorientowałam się, że naprawdę jest co raz zimniej pomimo tego, że był środek lata, mój wzrok powędrował w kierunku Seby, i nieświadomie moja ręka zakradła się pod jego ramieniem i sięgnęła po jego dłoń, spletliśmy palce i bez słowa siedziałam lekko, niezauważalnie przytulona do mojego przyjaciela. 
 Teraz zabrakło podtekstu, teraz już nie śmieliśmy się z naszych przyjaciół, siedzieliśmy tak dla własnej przyjemności. Niestety nie potrwało to długo.
Patryk wziął telefon, zapalił latarkę, podszedł i zaczął świecić nią na nasze dłonie
-Uuuu a co to? -powiedział ironicznie, odruchowo kopnęłam jego telefon, który wyślizgnął mu się z ręki i odleciał kilka metrów dalej, wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, dzięki temu nasza dwójka zapomniała o splecionych dłoniach.

Niedługo potem pożegnaliśmy się i poszliśmy do domu, a mi utknęła w głowie ta dziwna chwila przyjemności, czy miała jakiekolwiek znaczenie? Dlaczego krążyło mi to po głowie ? Często tak robiliśmy i nie było w tym nic dziwnego, ale tym razem coś uległo zmianie, ale co?

poniedziałek, 30 marca 2015

Bohaterowie

Lucy 17 lat
Jest kimś bez kogo moja egzystencja nie miała by sensu, jest moją młodszą siostrą, może nie dosłownie, ale
jest kimś więcej niż przyjaciółka więc jest siostrą. Była i będzie szczęśliwa, co się stało, że w jej życiu
pojawiły się chmury?  Opowiem wam.






Patryk 17 lat
Uwielbiam tego człowieka! Jest moim najlepszym przyjacielem no jednym z dwóch, ale zna mnie doskonale, dzięki niemu
się uśmiecham. Zawsze mnie wspierał i był przy mnie, nie ma kogoś komu można bardziej ufać niż mu!
Jednak zmienił się, wciąż go kocham, wciąż mu ufam, ale nie jest tym kim był kiedyś, już nie on ma kontrolę nad własnym
życiem, zaczął się staczać.


Seba 20 lat
Posiada bardzo podobne cechy do Patryka, również jest cudownym człowiekiem, również jest zawsze kiedy go potrzebuję, a co najważniejsze wie o mnie wszystko, wie rzeczy, których nie wie nikt inny, a mimo to nigdy
mnie nie skreślił, zna mnie lepiej niż ja sama. Życie bez niego..Nie wyobrażam sobie takiego życia, nie miałoby
większego sensu, więc co się zmieniło? Warto dodać, że jest starszym bratem Lucy.
Amelia 18 lat
To jestem ja. Zawsze uśmiechnięta, zawsze byłam uśmiechnięta. Przedstawiłam swoich przyjaciół, w okół  których
kręci się moje całe życie. Staram się być dla nich, być kiedy mnie potrzebują, aby pokazać im jak bardzo
ich wszystkich kocham, nie zawsze mi to wychodzi tak jakbym chciała.
Prowadziłam spokojne życie, każdy dzień był podobny do następnego, jednak coś zaburzyło tą równowagę.