Zaczynało się ściemniać , a księżyc powoli stawał się widoczny , co w środku lata oznaczało , że robi się naprawdę późno.
Siedziałam na samy środku zielonego pola , które znajdowało się w pobliżu mojego domu , kolana miałam podciągnięte do ciała, tak, że skutecznie zakrywałam swoje centrum w ciele. Kiedyś jakimś sposobem , w chwili obecnej sama nie do końca pamiętam jakim dowiedziałam się, że sposób siedzenia, w którym chwilowo się znajdowałam oznaczał, że człowiekowi jest źle i nie chce by go zraniono.
Słuchawki zagłuszały moje myśli, ale coś skutecznie próbowało się przez nie przedostać.
-Amelia! -usłyszałam swoje imię już po raz któryś raz z rzędu , jednak miałam nadzieję, że sobie odpuści.
Nadzieja matką głupich...Ale każdą matkę trzeba szanować.
Zobaczyłam przed sobą jego spiętą sylwetkę , spojrzałam w górę, jego twarz również wyrażała złość, wymachiwał rękoma i wykrzykiwał swój monolog, z którego nie usłyszałam ani słowa.
Powoli wyjęłam słuchawki z uszu , ponownie spojrzałam na stojącą przede mną postać.
-Nic nie słyszałam -rzuciłam szybko
Przez chwile myślałam, że wybuchnie, ale wypuścił nagromadzone powietrze i usiadł obok mnie.
-Co z Tobą ? -zapytał z troskliwością w oczach, którą rzadko ktokolwiek dostrzegał
-Nie mam zielonego pojęcia. Sądziłam, że Ty mi powiesz -powiedziałam lekko smutno, bo również rzadko pokazywałam, że jestem smutna, chyba, że przed nim, przed nim nawet kiedy chciałam nie potrafiłam nic ukryć.
-Oj Amelia co ja mam z Tobą zrobić? -zapytał kojąco przytulając mnie lekko do siebie
-Patryk ?
-Hmm?
-Wiesz, że za nic w świecie nie przeżyłabym bez Ciebie ?-wolałam żeby wiedział ile dla mnie znaczy ponieważ nie zawsze to ukazywałam.
-Wiem-objął mnie mocniej.
Po tym jak jak poszliśmy na spacer powiedziałam pozostałej trójce, że wracam do mieszkania jednak moje nogi przyniosły mnie tutaj, na pole ze łzami w oczach, Domyślam się, że mój płacz wywodził się z bezradności uczuć. Patryk szukał mnie, kiedy zorientował się, że nie może mnie zastać w domu "lekko" się zdenerwował, gdyż nie miał pojęcia co ze mną się dzieje i czy wszystko w porządku. Dlatego krzyczał gdy znalazł mnie na polu.
Siedzieliśmy z Patrykiem wspólnie, aż w końcu przestał mnie pocieszać, za to ja zaczęłam jego...
Szlochał cicho, ale udawał, że to nic takiego.
-Przestań, poradzisz sobie, wierzę w Ciebie
-Nie rozumiesz , nie potrafię tak, to boli, tak bardzo, ból za każdym razem staje się co raz bardziej nie do wytrzymania
-Gadanie.. Wiem, że dasz radę, a wiesz czemu? Bo ja zawsze będę tutaj..Przy Tobie, a ona? Ona nie znika, wiesz o tym.
-Tak, Amelia nie znika, ale nie będzie jej tutaj, rozumiesz? No kurwa, nie potrafię tak, nie umiem tak żyć. Nie umiem żyć bez niej! A zresztą TAK SAMO JAK TY! -wykrzyczał przez łzy w moim kierunku niczym oskarżenie, ale miał racje, bez niej coś było nie tak i nie chodzi tu o pustkę czy tęsknotę, owszem tęskniliśmy, ale gdy jej nie było, coś ulegało zmianie jakby niewidzialna więź naszej czwórki zrywała się za każdym razem gdy odchodziła, gdy jej nie było przyjaźniliśmy się, ale relacja stawała się kiepska , staramy się, ale jest ciężko.
Chyba znów zapomniałam o czymś wspomnieć...Lucy nie mieszka w Polsce, wyprowadziła się jakiś czas temu z rodzicami mimo, że nie chciała, przyjeżdża tu gdy tylko może, ale jest to raz na pół roku czy 10 miesięcy i wszystkim jest ciężko, a w szczególności Patrykowi. Jeżeli zastanawiacie się co z Sebą, no to Seba jest pełnoletni i musi skończyć szkołę, dlatego został w Polsce.
Patryk rozpada się na milion kawałków za każdym razem gdy Lucy pakuje walizki i znów wyjeżdża. Tym razem nic nie uległo zmianie.
-Słuchaj nie siedź tu ze mną!- klepnęłam go w ramię na rozruszanie -Został wam ostatni dzień, idź do niej!
-A Ty?! Nie masz dziś dobrego dnia, nie chcę Cię zostawiać -zawsze, zawsze to samo, ja byłam ważniejsza w jego oczach niż on sam i vice versa,
-A ja?! Ja mam Ciebie cały czas, więc nie ma tu mnie. Idź do niej , wiesz, że jej w tej chwili jest tak samo ciężko jak Tobie, jak nawet nie bardziej, powinniście być razem i myśleć tylko nawzajem.
-Może i masz rację -objął mnie jeszcze raz, wstał, otrzepał spodnie, machnął ręką i mimowolnie powiedział "trzymaj się Koko" -zaśmiałam się, a on odszedł
"Koko" -często tak mówił, ale to już dłuższa historia.
A więc Lucy znów wyjeżdżała, znów zostawi mnie samą, znów będę odliczać dni do jej przyjazdu, znów zostanie nam tylko skype i wiadomości na fb...
L wyjeżdżała i zabierała ze sobą Sebe, miał jechać tam do pracy i wrócić tydzień po rozpoczęciu roku szkolnego.
Wstałam, ponownie założyłam słuchawki, otrzepałam spodnie i ruszyłam w stronę domu.
Szłam myśląc o wyjeździe mojej młodszej siostry. Może dobrze, że jechała? Nie, nie ciesze się z jej wyjazdu ani trochę, jedyny plus to taki, że zabierała Sebe, to oznaczało, że nie będę go widywać, czyli możliwe, że moje uczucia do normy i znów będzie wszystko jak dawniej, a ja odzyskam panowanie nad samą sobą i podczas jego nieobecności zrozumiem "co ze mną jest", bo nie wiem tego ani ja ani Patryk. Wracając nie chcę by ona wyjeżdżała, chcę by on wyjechał,
Raptownie poczułam jak ktoś chwyta mnie za prawą dłoń i odwraca w swoją stronę , lekko się przestraszyłam, ale zorientowałam się, że przez słuchawki znów nie usłyszałam czyjegoś nawoływania. Podniosłam wzrok i dopiero wtedy poczułam, że mam mokre policzki, podniosłam rękę do twarzy, otarłam ją. Płakałam ?
-Amelia? -zobaczyłam ten ból w oczach, oraz natychmiastowo spinającą się sylwetkę, zapewne reakcja ciała i oczy postaci przede mną była spowodowana przez moje łzy, których nie zdążyłam ukryć.
-Ohh to Ty -powiedziałam lekko zaskoczona. Dziś drugi raz pokazałam komuś swoje uczucia.
Cos takiego, przepłakałam cały rozdział. Patryk musiał mieć cieżko. Chociaż Lucy tez nie miała łatwo byc tak daleko od swoich przyjaciół i chłopaka. Chujowe uczucie, nigdy nie spodziewałabym sie ze chłopak nie ukrywa smutku i płaczu przy jakiejkolwiek dziewczynie. Takich przyjaciół to pozazdrościć. Jestem ciekawa czy Lucy wróci do polski czy tez nie. :) pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń