piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział IV

Patrzył na mnie pytająco, czekał aż mu wytłumaczę swoje łzy, ale ja nic nie mówiłam, stałam w bezruchu , czekając aż sobie odpuści. Cisza. Dalej przeszywał mnie wzrokiem, aż chciałam go uświadomić, że przeszyć wzrokiem to tylko metafora. Cisza. Opuściłam wzrok, zabrałam rękę, chciałam się odwrócić i pomaszerować do domu, ale nie mam pojęcia jak by zareagował. Cisza. Podniósł rękę do mojej twarzy, przytrzymał ją na mojej brodzie, aż w końcu uniósł moją głowę, zmuszając mnie do spojrzenia mu w oczy. Cisza. Badał mnie, próbował zrozumieć, co dzieje się w środku mnie, zdecydowanie bał się odezwać. Cisza. Czekał na pierwszy krok, czekał, aż odpowiem mu na pytanie, czekał, aż powiem cokolwiek, jednak ja nie zamierzałam. Cisza. Spróbowałam zabrać wzrok i znów utkwić spojrzenie w swoich butach, lecz skutecznie mnie przed tym hamował. Cisza. Po raz kolejny rozmyślałam nad ucieczką, czyli chciałam zrobić to co zawsze robię gdy czuję się zagrożona. Cisza. Wytężyłam słuch z nadzieją, że może w tym momencie ktoś mnie szuka i właśnie w tej chwili wykrzykuje moje imię. Cisza. Miałam dość, zaczęło mnie to męczyć, ta sytuacja, czułam się jakbym właśnie przebiegła maraton myśli w swojej głowie. Cisza. Błagam odezwij się, Cisza. Proszę powiedz cokolwiek. Cisza. Możesz nawet zmienić temat. Cisza. Nie musisz zmieniać tematu, ale coś powiedz. Cisza. Nie każ mnie milczeniem. Cisza. No dalej odezwij się. Cisza. Teraz, wypowiedz kilka słów. Cisza. Błagam Cię. Cisza. Proszę, Cisza. Pozwalasz mi wariować. Cisza. Halo! Cisza. Dobra ze sekundę nie wytrzy..

-Dlaczego płaczesz? - w tym momencie w duszy odetchnęłam, jednak nie na długo ponieważ nie chciałam odpowiadać na to pytanie, nie chciałam czuć się zmuszona by na nie odpowiedzieć , musiałam na szybko wymyślić wymówkę lecz musiała być bardzo dobra by w nią uwierzył, jednak nic nie przychodziło mi do głowy jedyne o czym myślałam to o tym, że przeze mnie znów nadchodzi moment ciszy, przez który chwilę temu sądziłam, że zwariuje, niemniej on mnie od tego uratował. Stop. Amelia o czym Ty myślisz? Szybko wymyśl coś w co uwierzy, szybko by znów nie zapadła ta głucha cisza. No dalej, dalej. Co ja mam powiedzieć? Głupia Ty, dlaczego na nic nie możesz wpaść, no dalej wierze w Ciebie.
 I nic, nagle pustka.
 Dobra powiedz byle co, on to pociągnie, a Ty dopowiesz koniec w między czasie, No dawaj rzuć cokolwiek. Naprawdę? Nawet byle co nie przychodzi mi do głowy ? No dawaj.. 
Ale on ma śliczne oczy, w sumie zupełnie takie jak Lucy tylko, że u niej wyglądają one inaczej. Kurde! Przestań, co Ty masz w głowie dziewczyno, musisz powiedzieć czemu płaczesz.. No dawaj Amelia czemu możesz płakać ? Powiedz coś, już mam to na końcu języka, yyy płacze boo..Boooo .. Czemu ja płacze? 
Kurde ja nie płacze, o tak mu powiedz! 
Nie no za późno w to nie uwierzy, coś innego, szybko! Dawaj! Płacze bo, yy, no kurde. Płacze bo..
-Bo moi rodzice się kłócą. -dobra jak on w to uwierzy, to będę z siebie dumna, ale w sumie czemu ma nie uwierzyć, to mogła być prawda.
-Tylko dlatego płaczesz? Nic więcej się nie dzieje? -zdenerwował mnie, jak to nic więcej? Przecież to jest poważne! Dobra może i nie jest prawdziwe, ale to nie znaczy, że takie sytuacje się nie zdarzały, więc kiedy już coś takiego się działo to to nie było "tylko" albo "nic więcej".
-Tylko dlatego? Dla mnie to nie jest tylko, jeżeli nie wiesz jak to jest to się nie wtrącaj i nie każ mi ze sobą rozmawiać! -przesadziłam, doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale za każdym razem tak było, a ja nie umiałam tego powstrzymać. Za każdym razem całe moje sfrustrowanie wyładowywałam na nim.
-Hej, hej uspokój się. Nie o to mi chodziło, źle mnie zrozumiałaś. Chodziło mi o..-w tym momencie się zatrzymał oraz nie dokończył. Aczkolwiek wtedy ja jakimś sposobem zrozumiałam o co mu chodziło. Chciał wiedzieć czy płacze z jego powodu, czy jest mi źle bo wyjeżdżał, najśmieszniejsze jest to, że trafił w sedno, ale ja nigdy mu o tym nie powiedziałam.
-Skoro sam nie wiesz o co Ci chodzi, nie każ mi się domyślać. Idę już, do domu. -tym razem już nikt mnie nie zatrzymał, a ja spokojnie mogłam trafić do mieszkania. 
Natomiast cały czas miałam w głowie jego wyjazd. Powtórzę się chcę, aby wyjechał, ale miałam nadzieję, ze wtedy uświadomię sobie, że nic dla mnie nie znaczy, nie brałam innej opcji pod uwagę, ale teraz zaczęłam się zastanawiać nad tym co będzie jeżeli dotrze do mnie coś wręcz przeciwnego, co jeżeli dojdzie do mnie.. Nie to a wykonalne, nie może tak się stać, po prostu nie. A co jeżeli..  Dlaczego o tym cały czas myślę, skoro to jest niemożliwe. A może..? No nie, na pewno nie.. 
A co jeżeli go kocham?
Pozwoliłam sobie zasnąć z tą myślą, co oczywiście nie przyniosło do mojej podświadomości dobrych snów. Tylko tyle pamiętam z tej nocy. Nie pamiętam czy długo płakałam oraz czy długo to wszystko zaprzątało mi myśli, nie pamiętam też co mi się śniło, jednak jestem pewna, że te sny nie były takie jakich oczekiwałam.
Obudziłam się o świcie, a dokładniej Lucy mnie obudziła, zmuszając do przyjścia pod jej klatkę, Oczywiście w pierwszej chwili byłam zła, że mnie obudziła, ponieważ uwielbiałam spać. 
Spanie jest czymś tak magicznym, kiedy śpisz, wyłączasz się, nie myślisz o swoich zmartwieniach, nie masz problemów, przez kilka godzin jesteś wolny od wszystkich nieszczęść, które sam na siebie ściągnąłeś. 
Jednak gdybym wtedy nie poszła pod jej klatkę i obudziłabym się kilka godzin później, miałabym wyrzuty sumienia, które trwałyby aż do jej powrotu. Dlatego grzecznie zwlekłam się z łóżka, narzuciłam na siebie coś co miałam pod ręką i ruszyłam pod jej klatkę, gdzie ona już na mnie czekała.
 Zaczęłyśmy rozmowę od wyzywania się, zawsze to robimy, ale jeszcze żadna za to się nie obraziła wiedziałyśmy, że obie żartujemy. Następnie L opowiedziała mi o spotkaniu z Patrykiem, gdzie udawała, że się trzyma, że wszystko z nią w porządku oraz, że przyzwyczaiła się do tego, że musi wyjeżdżać, a gdy tylko poszedł od niej to się poryczała.
 Doskonale ją rozumiem, jest moją siostrą więc tą cudowną cechę ukrywania przed światem tego co czujemy posiadamy obie. Wprawdzie ja nie wspomniałam jej o moich rozmyśleniach dotyczących Seby, sama musiałam się z nimi uporać, sama musiałam z nimi walczyć, co nie oznacza, że ona o nich nie wiedziała, może nie wiedziała w stu procentach jakie są moje uczucia, ale domyślała się, nie wspominała nic o tym, bo wiedziała, że jeżeli ja nic jej o tym nie powiedziałam, to mam powód by trzymać to w sobie. 
Dlatego byłyśmy siostrami, wiedziałyśmy kiedy drążyć temat a kiedy się przymknąć. Porozmawiałyśmy jeszcze chwile po czym Lucy musiała wsiąść do taksówki i pojechać na dworzec, doszedł do niej Seba, z którym również się pożegnałam jednak nie tak uczuciowo jak Lucy żegnała się z Patrykiem. Chciała płakać, jednak dzielnie się powstrzymywała. 
Rodzeństwo wsiadło do taksówki i odjechało.
 Po chwili dostałam wiadomość od L, było to zdjęcie ukazujące to jak moja siostra płacze, nie odpisałam jej na tę wiadomość. zablokowałam telefon, i z uniesioną głową ruszyłam obok Patryka w stronę domu, ze łzami w oczach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz